• Puchar Polski w Bytowie. Klub opowiedziany głosami zawodników

    Puchar Polski w Bytowie. Klub opowiedziany głosami zawodników

    Puchar Polski Nordic Walking w Bytowie to nie tylko sportowa rywalizacja, ale także historia ludzi, którzy tworzą sekcję Nordic Walking Baszta Bytów. Przed zawodami, które odbędą się 11 kwietnia w Mądrzechowie, oddajemy głos zawodnikom – od debiutantów po medalistów – i pytamy, czym dla nich jest Nordic Walking oraz dlaczego zdecydowali się wystartować właśnie tutaj.

    Różne drogi do Nordic Walkingu

    Dla wielu osób Nordic Walking zaczyna się bardzo niepozornie – od spaceru, potrzeby ruchu albo chwili oddechu po pracy. Dla Asi Cichosz będzie to pierwszy start w zawodach tej rangi. – To mój pierwszy raz w zawodach. Kiedyś trzeba spróbować i poczuć, jak to jest – mówi. Nordic Walking to dla niej wyjście z domu, kontakt z naturą i czas na zebranie myśli po ciężkim tygodniu. – To sprawdzanie swoich możliwości, ale tylko dla samej siebie.

    Na co dzień uzupełnia treningi jogą, pilatesem i stretchingiem, a niedzielne wyjścia w teren stały się stałym punktem tygodnia. Podobnie patrzy na tę dyscyplinę Teresa Krefft, która jest z Basztą od niedawna. – Dla mnie Nordic Walking to zdrowy czas spędzony z fajnymi ludźmi, oderwanie od codzienności i chwila relaksu – przyznaje.

    Zawody traktuję jako przygodę – dodaje Teresa.

    Mariola Wejman zwraca uwagę na praktyczny, codzienny wymiar treningów. – To świetna forma aktywności po pracy. Pozwala dotlenić organizm, rozładować napięcie i uporządkować myśli – mówi. – Ludzie, z którymi maszeruję, dają pozytywną energię i to sprawia, że ten czas jest jeszcze przyjemniejszy.

    Nordic Walking jako proces i wspólnota

    Dla części zawodników kluczowe znaczenie ma nie sam wysiłek, ale proces i atmosfera, która sprawia, że chce się wracać. Danka Romańak jest z Basztą od samego początku i dobrze pamięta pierwsze treningi.
    Nordic Walking pomaga mi budować kondycję, daje radość – taką wewnętrzną satysfakcję – i możliwość nawiązywania relacji z ludźmi pozytywnie nastawionymi do życia – mówi. – W niedzielę skoro świt nikt nie przychodzi na trening z poczucia obowiązku. Jesteśmy tam dlatego, że chcemy. Jak przyznaje, były momenty, gdy te spotkania znaczyły dla niej znacznie więcej niż sama aktywność fizyczna.

    Andżelina Łoza podkreśla rolę wzajemnego wsparcia. – Moje motywacje do startów to głównie dobra, pozytywna energia, którą czerpię od innych. Przełamuję własne granice i wychodzę ze strefy komfortu – mówi.

    Najważniejsze jest jednak zdrowie. Czuję, że moje ciało jest silniejsze i bardziej sprawne. Ruch na świeżym powietrzu wzmacnia moją odporność – mówi Andżelina

    O braku presji i swobodnej atmosferze mówi także Romana Delewaux-Żywicka. – Lubię chodzić z Wami w niedziele. To aktywnie spędzony czas w miłym towarzystwie. Taki „Nordic talking” w trakcie walking – uśmiecha się. – Nikt nie rozlicza z (nie)obecności. Start w zawodach traktuje bardziej zespołowo niż indywidualnie. – To ogólnie nie moja bajka, ale w Bytowie czy w Miastku zgłosiłam się, żeby dołożyć cegiełkę do punktów drużynowych.

    Sport, rywalizacja i przekraczanie granic

    Nordic Walking w Bytowie to również sport w pełnym znaczeniu tego słowa – z rywalizacją, wynikami i podium.
    Alicja Krawczyk, zdobywczyni miejsc na podium, zwraca uwagę na znaczenie wspólnego wyzwania. – Dla mnie Nordic Walking to znacznie więcej niż tylko kilometry w nogach. To mój czas, by odciąć się od codziennych obowiązków i naładować baterie – mówi. – Każdy trening to nie tylko wysiłek, ale też inspiracja w gronie ciekawych ludzi. Sport towarzyszy jej przez całe życie, dlatego doskonale wie, jak ważna jest atmosfera. – Nic tak nie motywuje jak wspólne wyzwanie w barwach drużyny. Zdrowy wyścig z samą sobą i innymi daje mi niesamowitego „kopa” do działania. Jestem dumna, że należę do teamu Baszta Bytów.

    Laura Żusin-Kaczmarek, na co dzień mieszkająca we Wrocławiu, regularnie wraca na Kaszuby i czuje silne przywiązanie do klubu. Lubi długie dystanse i w Bytowie wystartuje na 20 km. – Nordic Walking daje mi rytm, który lubię. Pozwala odpocząć od codzienności i wrócić szczęśliwszą – mówi. – Zawody to wyjątkowa forma wysiłku.

    Element rywalizacji pomaga przekraczać bariery, które często są tylko w głowie – dopowiada Laura

    Dla Agnieszki Kalińskiej ważna jest również lokalność i łamanie stereotypów. – Dzięki Baszcie odkryłam, że Nordic Walking można uprawiać w grupie. Chcę wystartować w barwach klubu, bo ta grupa motywuje mnie także do samodzielnych treningów – podkreśla. – Po co jechać kawał Polski, skoro zawody są 15 minut od domu? Nordic Walking może być sportem wyczynowym, a nie „nudnym spacerkiem”.

    Odwaga, by spróbować

    Jesienią na treningi przyszła Natalia Borzyszkowska razem z mężem Henrykiem. Dziś chodzą już z całą grupą i zdecydowali się wystartować w Pucharze Polski. – Nie startuję po to, żeby ścigać się za wszelką cenę. Chcę być i iść razem – mówi Natalia. – Nordic Walking daje mi siłę iść do przodu i poczucie, że nie muszę siedzieć na kanapie i czekać na starość.

    W grupie jest siła! – zapewnia Natalia.

    Podobnie o wspólnocie mówi Jolanta Obracht-Prondzyńska. – Wspólne treningi Nordic Walking to coś więcej niż ruch – to spotkanie ludzi, którzy się wspierają i dodają sobie skrzydeł – podkreśla. – Ta pasja, dzielona z innymi, dała mi radość, wiarę w siebie i odwagę, by wystartować w Pucharze Polski w Bytowie. Pierwszy start to ekscytacja, lekki stres i dużo dobrych emocji.

    Te historie są różne. Jedne zaczynają się od spaceru, inne od podium. Wszystkie spotkają się na jednej trasie – 11 kwietnia w Mądrzechowie koło Bytowa. Bez względu na tempo, wiek czy doświadczenie, najważniejsza decyzja zapada dużo wcześniej – w chwili, gdy ktoś mówi sobie: spróbuję.

    B.A.

  • Siła jedynki. Jak to może zmienić wynik?

    Słowo „jeden” z definicji brzmi skromnie. Jak coś, co nie może zrobić różnicy. Jedna sekunda. Jeden centymetr. Jedno wyjście z domu. Jeden trening. W sporcie wielu ludzi to lekceważy, bo szukamy skoków, przełomów i rewolucji. A potem okazuje się, że największą przewagę budują nie ci, którzy raz na jakiś czas robią wielkie „wow”, tylko ci, którzy potrafią dorzucać codziennie swoje małe, uparte +1.

    To jest właśnie temat „jedynki”. Pytanie, czy jeden to dużo. I kiedy to dużo, a kiedy mało. Bo w sporcie odpowiedź bywa zaskakująca: czasem jeden procent wygląda jak detal… a czasem jest różnicą, która na zawodach decyduje o tym, czy wyprzedzisz jedną osobę, czy będziesz patrzył na jej plecy do samej mety.

    Jeden procent, czyli więcej niż się wydaje

    Weźmy prosty przykład: dystans 10 kilometrów w czasie 1:20:00. Osiemdziesiąt minut. Brzmi równo. Brzmi solidnie. Brzmi jak treningowa norma. A teraz wyobraźmy sobie poprawę o 1%. To jest niewiele – w głowie brzmi jak kosmetyka. Jednak matematyka jest bezlitosna.

    Osiemdziesiąt minut to 4800 sekund. Jeden procent z tego to 48 sekund. Czterdzieści osiem. Nie cztery. Nie osiem. Czterdzieści osiem. W Nordic Walking to już nie jest drobna różnica. To jest przesunięcie w wynikach, które potrafi zmienić całe podsumowanie startu.

    48 sekund, czyli różnica w tabeli wyników

    I właśnie w tym momencie człowiek zaczyna rozumieć, że jedynka wcale nie musi być „mała”. Bo 48 sekund na 10 kilometrach to czasem kilka miejsc w klasyfikacji. A co najciekawsze – te sekundy nie muszą wynikać z tego, że ktoś nagle jest silniejszy czy ma wyjątkowy dzień. One często biorą się z drobiazgów, które powtarzane setki razy zaczynają działać jak dźwignia.

    Jeden centymetr kroku, czyli prawie minuta

    Dla wielu ludzi centymetr brzmi jak żart. Jak poprawka, której nikt nie zauważy. Ale dystans 10 kilometrów jest uczciwy: on sumuje wszystko, co robisz na trasie.

    Załóżmy, że zawodnik maszeruje krokiem około 90 cm. Jeśli wydłuży ten krok do 91 cm – czyli dosłownie o jeden centymetr – to na dystansie 10 km wykona około 122 kroki mniej.

    Nagle jedynka przestaje być śmieszna. Staje się konkretna. I w tym jest sens całej zabawy: drobiazg, gdy pomnożyć go przez tysiące powtórzeń, robi się ogromny.

    Jedynki techniczne: kije, rytm, czystość marszu

    Tak samo działa technika. Praca kijami, rytm, kąt wbicia, zakres ruchu, stabilizacja. Można przejść 10 kilometrów „jakoś”. A można przejść je tak, żeby każdy krok był bardziej ekonomiczny, bardziej czysty i bardziej powtarzalny.

    Nikt tu nie mówi o cudach. Tu chodzi o 1% lepszą jakość. Lepsza technika to nie jest ozdoba. To jest oszczędność energii na każdym metrze. To jest lepsze przeniesienie siły na kij. To jest spokojniejszy oddech w końcówce. Jeden procent tu, jeden procent tam… i nagle robi się przewaga.

    Basztowe jedynki: jeden podbieg więcej, jedna pętla więcej

    I teraz wejdźmy w nasze podwórko. Bo w Baszcie jedynki mają konkretne nazwy, a nie tylko procenty z podręcznika.

    To może być jedno podejście pod Górę Siemierzycką więcej. Jedna poranna pobudka więcej, kiedy najchętniej zostałoby się w łóżku, a mimo to człowiek wstaje i wychodzi w teren. Jeden sprint więcej w Mądrzechowie. Jedno kółko na Strudze więcej. Jedna pętla na Jeleniu więcej. To może być jeden zryw w sprincie na stadionie więcej – ten jeden, który wchodzi w nogi i w głowę.

    Jedynki, których nie zmierzysz stoperem

    Jest jeszcze coś, co często umyka, bo nie da się tego policzyć w sekundach. Jedynki to nie tylko krok dłuższy o centymetr, jeden sprint więcej czy jedna pętla więcej. Jedynką bywa też coś zupełnie „niemierzalnego”. Jedna rozmowa z trenerem. Jedno zatrzymanie zawodnika na chwilę, jedno pytanie: „co się dzieje?”, jedno zdanie powiedziane w dobrym momencie.

    Czasem zawodnik potrzebuje tylko tego jednego impulsu, żeby wrócić na właściwe tory. A ja, jako trener, też mam swoje jedynki. Moim zadaniem jest wychwycić moment, w którym nie potrzeba rewolucji, tylko właśnie jednej normalnej rozmowy. Takiej, która nie buduje presji, tylko porządkuje. I daje spokój. Bo to też jest procent przewagi, tylko że w głowie.

    Jedynka bez presji: to ma nam się chcieć

    W tym wszystkim nie chodzi o budowanie presji. Sport jest po to, żeby człowieka wzmacniać, a nie przygniatać. Dlatego jedynki mają być zbierane z głową. One nie mają wywoływać lęku, że „muszę”, że „nie mogę odpuścić”, że „jak dziś nie zrobię, to już po wszystkim”.

    To musi nam się chcieć. To musi być nasze. Jedynka ma być jak moneta wrzucona do skarbonki. Mała, ale Twoja. Czasami wystarczy jedna jedynka – ale konsekwentnie. Bo konsekwencja to nie jest robienie wszystkiego. Konsekwencja to robienie czegoś małego, ale regularnie.

    Psychologia sportu: wygrywa powtarzalność, nie rewolucja

    W psychologii sportu jest taka prawda, która wraca jak bumerang: rzadko wygrywa wielka zmiana. Najczęściej wygrywa drobiazg powtarzany setki razy. Jedno wyjście z domu więcej. Jeden procent czystszej techniki. Jeden centymetr kroku. Jedna decyzja, żeby zrobić swoje mimo zimna, mimo wiatru, mimo zmęczenia.

    I właśnie dlatego wierzę w jedynki. Bo one nie wymagają cudów. Wymagają tylko tej małej, upartej gotowości, żeby dziś zrobić coś minimalnie lepiej niż wczoraj. A kiedy minie miesiąc, dwa, pół roku – człowiek patrzy na to i widzi, że te drobne jedynki wcale nie były małe. One były całą drogą.


    Więcej tekstów o treningach i startach znajdziesz sekcji Nordic Walking na basztabytow.pl