Jesienna edycja Testu Coopera pokazała nam więcej, niż spodziewaliśmy się zobaczyć. W ciągu 12 minut każdy z nas zmierzył się nie tylko z dystansem, ale i z samym sobą – a wyniki udowodniły, że jako drużyna rośniemy szybciej, niż myśleliśmy. To właśnie tutaj zaczyna się prawdziwy progres: na równej bieżni, pod jupiterami, w atmosferze, która łączy pokolenia i motywuje do kolejnego kroku.
Październikowe i listopadowe wieczory na stadionie lekkoatletycznym w Bytowie minęły pod znakiem sportowej mobilizacji, zdrowej rywalizacji i – co najważniejsze – sprawdzianu wydolności całej naszej sekcji. W ciągu kilku tygodni przeprowadziliśmy trzy pełne tury Testu Coopera w wersji Nordic Walking oraz dodatkowe pomiary dla osób, które nie mogły uczestniczyć w pierwszych terminach. Łącznie w teście wzięło udział aż 47 zawodników – 38 kobiet i 9 mężczyzn. To ogromna grupa, pokazująca, jak bardzo nasi uczestnicy chcieli poznać swój realny poziom wytrzymałości.
Wszystkie starty odbywały się po zmroku, przy włączonych jupiterach oświetlających bieżnię. Ten klimat dodawał wydarzeniu wyjątkowej atmosfery – czuć było sportowe skupienie, ale i pozytywną adrenalinę.
Dla nowych członków grupy test stał się pierwszym poważnym punktem odniesienia, tzw. poziomem zero, od którego zaczną obserwować swój postęp. Dla stałych bywalców była to okazja, by sprawdzić efekty długiego okresu treningowego. Dla mnie jako prowadzącego – moment bardzo wartościowej diagnozy techniki, tempa, wytrzymałości i regularności.



Średni wynik całej sekcji wyniósł około 1533 metrów, co oznacza bardzo solidny poziom ogólny. Wśród kobiet średnia to 1523 m, a mediana 1534 m, co świadczy o dużej spójności grupy. Wśród mężczyzn średnia wyniosła 1566 m.
Liderami okazali się Katarzyna Lemanczyk, która osiągnęła wynik 1793 m, uzyskując ocenę „rewelacyjnie”, oraz Oleksii Kuzhylnyi, który przeszedł w 12 minut aż 1882 m, co jest jednym z najlepszych wyników w kraju i absolutnym rekordem naszej sekcji.
W czołówce kobiet znalazły się: Alicja Krawczyk (1745 m), Izabela Metel (1704 m), Anna Sudoł (1660 m) i Danka Romańak (1625 m). Wśród mężczyzn bardzo dobre wyniki uzyskali: Kazimierz Cuppa (1788 m), Adam Łoza (1727 m), Bogdan Adamczyk (1678 m), Bogdan Łoza (1648 m), Cezary Obracht-Prondziński (1625 m) i Marcin Heron (1610 m). Różnorodność wiekowa uczestników – od 10 do ponad 70 lat – tylko potwierdza, że Nordic Walking naprawdę łączy pokolenia i daje każdemu szansę na sportowy rozwój.
Ostatnia tura dostarczyła także niespodziewanych emocji. Świetny pojedynek stoczyli Kasia Lemanczyk i młody Adam Łoza, idąc niemal ramię w ramię przez ponad dziesięć minut. W końcówce Kasia przyspieszyła i przecięła linię z wynikiem 1793 m – zaledwie 7 metrów poniżej poziomu „mistrzowski krok”. Bez wątpienia przy następnej edycji powalczy o tę granicę. W ostatnich sesjach dołączyli także nowi zawodnicy: Małgorzata Ruszer, Małgorzata Szafraniec, Zbigniew Badowski i Katarzyna Żmuda-Trzebiatowska, którzy spisali się znakomicie.
Wszystkie wyniki, ułożone w skale ocen, potwierdzają jedną rzecz: nasza sekcja jest niezwykle wyrównana, a rozpiętość osiąganych dystansów jest niewielka. Oznacza to, że trenujemy w zbliżonym tempie i na podobnym poziomie wydolności, co przekłada się na jakość wspólnych marszów.
Aż 17 osób zdobyło ocenę „super kondycja”, a wiele innych „bardzo dobrą formę”. To imponujące rezultaty, zwłaszcza że dla niektórych uczestników był to pierwszy tak poważny test.
Warto przy tej okazji przypomnieć, czym właściwie jest Test Coopera. Stworzony w 1968 roku przez doktora Kennetha Coopera, amerykańskiego lekarza i twórcę idei „fitnessu cardio”, miał być prostym, ale skutecznym narzędziem do oceny wydolności organizmu. Dwanaście minut wysiłku to idealna równowaga między czasem zbyt krótkim, żeby coś ocenić, a zbyt długim, by mógł dotyczyć każdego.
Cooper udowodnił, że to właśnie taki wysiłek najlepiej odzwierciedla pracę układu tlenowego i realną kondycję. Jego metody stosowało nawet wojsko oraz reprezentacja Brazylii, przygotowująca się do mundialu w 1970 roku.
W wersji Nordic Walking test nabiera dodatkowego wymiaru. Tutaj liczy się nie tylko siła nóg i płuc, ale także technika, rytm pracy rąk, symetria i umiejętność trzymania tempa. Kto maszeruje świadomie – wygrywa z czasem. Kto idzie chaotycznie – szybko uczy się, że 12 minut potrafi trwać wieczność. Dlatego ten test jest dla mnie nie tylko pomiarem liczbowym, ale także ćwiczeniem pokory, koncentracji i samopoznania.
Warto też dodać, że cała jesienna sesja Testu Coopera miała swoje ukryte drugie dno. Celowo nie zdradzałem wszystkiego od razu – chciałem, aby uczestnicy sami odkryli, że dystans zapisany na kartce staje się ich osobistym celem. Wynik to liczba metrów, ale zarazem pierwszy punkt na osi czasu. Podczas kolejnego testu każdy zobaczy czarno na białym, czy dobrze przepracował zimę i wiosnę. Dla jednych sukcesem będzie progres, dla innych utrzymanie formy, a dla niektórych – po prostu świadomość, że robią coś dla siebie.
Cała jesienna edycja Testu Coopera była więc czymś więcej niż zwykłym sprawdzianem. Była wspólną przygodą, sportowym lustrem i mocnym akcentem wieńczącym sezon. Dziękuję wszystkim uczestnikom za serce, wysiłek i determinację. Przed nami kolejne miesiące pracy i… kolejna edycja testu, która zapowiada się jeszcze ciekawiej niż pierwsza.

Dodaj komentarz