• Baszta wychodzi z inkubatora

    Baszta wychodzi z inkubatora

    Narodziny i obserwacja. Nauka i wzrost. Zdolności organizacyjne. Sukces i dojrzewanie. Tak można w kilku słowach opisać drogę, którą w ciągu niespełna trzech lat przeszła sekcja Nordic Walking MLKS Baszta Bytów. Nie są to okresy zamknięte w konkretnych datach. Przenikały się, uzupełniały i często jeden zaczynał się, zanim zakończył się poprzedni. Dzisiaj jednak najważniejszy jest dla nas ten ostatni. Bo właśnie teraz zmienia się nie tyle sama drużyna, ile sposób, w jaki chcemy nią kierować i rozwijać ją w kolejnych latach. Kiedy powstawała nowa sekcja, trzeba było podejmować szybkie decyzje, obserwować, co działa, uczyć się ludzi i samemu popełniać błędy. Choć widząc dzisiaj naszą grupę, wierzę, że tych błędów było niewiele.

    Później przyszła nauka i wzrost. Zaczęliśmy coraz lepiej rozumieć siebie jako drużynę. Przetrwaliśmy okresy, które bywają szczególnie trudne dla młodych grup – zimę i czas świąteczny, a następnie pierwsze wakacje. Pierwsze starty przyszły dopiero po dziewięciu miesiącach naszego działania. Zanim więc pojawiły się wyniki, medale i puchary, musiała powstać drużyna, która po prostu chciała być razem. Z czasem przekonaliśmy się również, że potrafimy organizować coraz większe przedsięwzięcia, wyjazdy i zawody. Pojawiły się sukcesy sportowe, rosła liczba zawodników, treningów, startów i nowych wyzwań. I właśnie sukces postawił przed nami kolejne zadanie.

    Czas dojrzeć

    Baszta jest dziś liczną drużyną. Przy takiej liczbie osób, wydarzeń, treningów, wyjazdów i planów coraz trudniej jednej osobie wszystko dostrzec, wszystkiego dopilnować i o wszystkim decydować. Ale nie chodzi wyłącznie o liczbę obowiązków.

    Pewnie na początku tak być musiało. Kiedy coś dopiero powstaje, ktoś musi wyznaczyć kierunek, podejmować decyzje i brać za nie odpowiedzialność. Dzisiaj tak być już nie może. Byłoby to zwyczajnie nieuczciwe wobec ludzi, którzy przez te lata razem ze mną budowali tę drużynę, zdobywali doświadczenie i wielokrotnie pokazywali, że można na nich polegać.

    Ta ekipa dała mi ogromną przestrzeń do realizowania się jako trener i działacz. Nie zamierzam z tych ról rezygnować, ale chcę się nimi dzielić. Wiecie co? Ogromną frajdę daje obserwowanie, jak zawodnicy się rozwijają, poprawiają swoje wyniki, stają na podium albo po prostu stają się sprawniejsi i zdrowsi. Niech inni też tego doświadczą. Dlatego obecny etap uważam za jeden z najważniejszych w naszej krótkiej historii. Trochę tak, jakby Baszta właśnie wychodziła z inkubatora. Nadal chcemy się rozwijać i uczyć, ale jesteśmy już gotowi, aby szerzej dzielić się odpowiedzialnością.

    Rada Drużyny

    Pierwszym krokiem było powołanie Rady Drużyny. W jej skład weszli Danuta Romańak, Barbara Badowska-Stefańska oraz Oleksii Kuzhylnyi. Wybór całej trójki był jednogłośny. To najlepsze potwierdzenie ogromnego kredytu zaufania, jakim cieszą się w naszej ekipie. Rada nie ma być ozdobnikiem ani kolejnym formalnym ciałem. Ma być miejscem rozmowy o drużynie, jej potrzebach, problemach i kierunkach rozwoju. Chcemy korzystać z różnych doświadczeń i punktów widzenia, a decyzje dotyczące przyszłości sekcji podejmować coraz szerzej. To również ważny sygnał dla mnie samego. Nie muszę i nie powinienem mieć odpowiedzi na każde pytanie. Czasem ktoś zobaczy coś, czego ja nie dostrzegę. Czasem będzie miał lepszy pomysł. A czasem zwyczajnie powie: „Bogdan, tym razem nie masz racji”. I bardzo dobrze. Na tym również polega dojrzewanie.

    Budujemy sztab szkoleniowy

    Drugą decyzją, do której również dojrzewałem, było wskazanie osób, które będą rozwijały się w kierunku pracy szkoleniowej. Od kilku miesięcy podczas treningów wspiera mnie Katarzyna Lemanczyk, prowadząc m.in. stretching. Naturalną koleją rzeczy jest więc skierowanie jej na kurs instruktorski. Drugą osobą, na którą postawiłem, jest Alicja Krawczyk. Po ukończeniu przez obie szkolenia chcemy zrobić następny krok i stworzyć sztab szkoleniowy Nordic Walking Baszty Bytów. A może ktoś jeszcze?

    I dodam coś, czego im jeszcze nie mówiłem: na kursie instruktorskim się nie zatrzymamy. Kolejnym etapem będzie zaliczanie modułów kursów trenerskich NWPL. Przez lata działalności w piłce nożnej miałem okazję obserwować, jak funkcjonują rozwinięte kluby. Trener nie był w nich człowiekiem od wszystkiego. Otaczał go sztab, w którym poszczególne osoby odpowiadały za przygotowanie motoryczne, pracę z bramkarzami, taktykę czy inne elementy szkolenia. Każdy miał swoją specjalizację, ale wszyscy pracowali na jeden wynik.

    Konsultowałem ten pomysł z Nordic Walking Poland i spotkał się on z bardzo pozytywnym odbiorem. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że idziemy w dobrym kierunku. Oczywiście Nordic Walking to inna dyscyplina i zupełnie inna skala, ale sama idea jest mi bardzo bliska.

    Nie potrzebujemy kilku takich samych Bogdanów. Potrzebujemy ludzi, którzy będą się uzupełniać. Chcę, żeby sztab dał tej drużynie to, czego ja sam – nawet przy najlepszych chęciach – dać jej nie mogę. Inne spojrzenie, inne doświadczenia, różne specjalizacje, więcej uwagi poświęconej pojedynczemu zawodnikowi.

    Bez względu na to, czy walczy o podium, poprawienie życiówki, lepszą technikę, czy po prostu chce być sprawniejszy i zdrowszy.

    Chciałbym, aby każde z nas miało wspólną bazę wiedzy i potrafiło samodzielnie pracować z grupą, a z czasem rozwijało się również we własnej specjalizacji. Trening to przecież nie tylko technika i przygotowanie fizyczne. To także motywacja, koncentracja, pewność siebie, radzenie sobie z porażką czy presją startową. Tu pojawia się choćby przestrzeń dla psychologii sportu. Ktoś może pójść mocniej w przygotowanie motoryczne, ktoś w technikę, ktoś w jeszcze inną stronę. Każde z nas może wnieść coś swojego. I właśnie o to chodzi – żebyśmy razem mogli dać zawodnikom więcej, niż którekolwiek z nas byłoby w stanie dać im samodzielnie.

    Nie oznacza to, że zamierzamy teraz wszystko wywracać do góry nogami. Nasze spojrzenie na Nordic Walking, sposób stawiania celów, taktykę startową czy wiele elementów szkolenia mamy już wypracowane i nie ma sensu zmieniać czegoś tylko dla samej zmiany. Tym bardziej, że ten model po prostu działa. Najlepszym dowodem jest fakt, że dzisiaj jesteśmy liderem Polskiej Ligi Nordic Walking. Tyle że sukces może być zarówno nagrodą, jak i pułapką. Najgorsze, co moglibyśmy teraz zrobić, to uznać, że skoro jesteśmy na pierwszym miejscu, wszystko już wiemy i niczego więcej nie potrzebujemy. Nie chcemy zadowolić się jednym udanym sezonem. Chcemy patrzeć dalej – zastanawiać się, czego będziemy potrzebowali za rok, dwa czy trzy lata i rozwijać się, zanim pojawi się konieczność zmian. Nie budujemy więc wszystkiego od nowa. Budujemy dalej na tym, co już działa.

    Coraz bardziej „my”

    Nie zmieniamy tego, co działa. Robimy kolejny krok. Chcemy szerzej dzielić się wiedzą, zadaniami i odpowiedzialnością, bo właśnie tak rozumiemy dojrzewanie drużyny. Narodziny i obserwacja nauczyły nas patrzeć. Nauka i wzrost – działać. Zdolności organizacyjne – brać odpowiedzialność. Sukces – dzielić się nią z innymi.

    Wychodzimy z inkubatora. Idziemy dalej.

  • Baszta podliczona. Ponad dwa na dwa metry wyników

    Baszta podliczona. Ponad dwa na dwa metry wyników

    Gdyby wydrukować nasz arkusz z wynikami w skali 1:1, miałby 216 cm szerokości i 236 cm wysokości. Powstałaby z niego całkiem efektowna fototapeta do klubowej siedziby. Rozmiar robi wrażenie, ale znacznie ważniejsze jest to, co znajduje się w środku. W jednym arkuszu zebraliśmy komplet wyników zawodników Baszty ze wszystkich dotychczasowych zawodów. Mamy pod ręką historię każdego z osobna, wyniki całej drużyny oraz najważniejsze podsumowania pokazujące skalę naszej sportowej aktywności.

    Każdy zawodnik osobno

    W zestawieniu znajduje się 120 nazwisk. Przy każdym zawodniku możemy sprawdzić wszystkie jego starty na dystansach 5, 10 i 20 kilometrów. Widzimy uzyskany czas, miejsce w klasyfikacji open, nazwę kategorii wiekowej, pozycję w kategorii oraz ewentualną nominację do Zielonej Kartki. Osobno zapisujemy starty stacjonarne i e-starty. Cała historia znajduje się w jednym miejscu.

    Możemy sprawdzić, kto wystartował najwięcej razy, kto pokonał najwięcej kilometrów, na jakich dystansach startował, kiedy poprawił rekord życiowy i ile razy stanął na podium klasyfikacji open lub swojej kategorii. W arkuszu są zarówno osoby mające za sobą kilkanaście lub ponad 20 startów, jak i zawodnicy, którzy reprezentowali Basztę tylko raz. Każdy start jest częścią historii sekcji, dlatego każdy został zapisany.

    Wszyscy razem

    Zestawienie pozwala również spojrzeć na Basztę jako całą drużynę. Możemy sprawdzić frekwencję podczas poszczególnych zawodów, liczbę pokonanych kilometrów, zdobyte miejsca na podium oraz udział zawodników na każdym z trzech dystansów. Widzimy wyniki poszczególnych osób, ale jednocześnie otrzymujemy jeden wspólny obraz aktywności całej sekcji.

    Liczby zebrane od 2023 do 2026 roku wyglądają następująco: 24 zawody, 120 zawodników, 353 osobostarty w zawodach stacjonarnych, 2560 kilometrów pokonanych na trasach zawodów, 67 e-startów, 340 kilometrów przebytych w formule e-startu, 67 miejsc na podium i 5 nominacji do Zielonej Kartki. Łącznie daje to 420 udziałów i dokładnie 2900 kilometrów.

    To prawie trzy tysiące kilometrów pokonanych wyłącznie podczas zawodów. Każdy z nich ma przypisane nazwisko, miejsce, dystans oraz konkretną imprezę. Te liczby pokazują nie tylko osiągnięcia najlepszych zawodników. Pokazują przede wszystkim skalę działania całej sekcji. Na wspólny wynik składają się zwycięstwa i rekordy życiowe, ale także debiuty, dalsze miejsca i starty osób, dla których największym sukcesem było samo pokonanie dystansu.

    Wyniki są końcem pewnego procesu

    Arkusz obejmuje wyłącznie dane z zawodów. Pokazuje rezultat wykonanej pracy, ale nie opisuje wszystkiego, co do tego rezultatu doprowadziło. Dlatego osobno prowadzimy dane dotyczące treningów. W jednym arkuszu zapisujemy to, co już zostało wykonane: liczbę uczestników, pokonane kilometry, przeprowadzone ćwiczenia, fartleki, sprinty, podejścia oraz pozostałe elementy treningów. Dzięki temu możemy wrócić do dowolnego okresu i sprawdzić, jak rzeczywiście pracowała grupa.

    Drugi arkusz dotyczy tego, co dopiero ma się wydarzyć. Znajdują się w nim plany kolejnych treningów, rozłożenie obciążeń, przygotowanie do najważniejszych zawodów oraz potrzebne kompensacje. Jeden dokument pokazuje więc wykonaną pracę, a drugi pomaga zaplanować następne kroki.

    Do tego dochodzą wyniki testów Coopera, analiza rekordów życiowych oraz wideoanaliza techniki. Możemy porównywać kolejne okresy, obserwować postęp i sprawdzać, czy zastosowane ćwiczenia przynoszą oczekiwany efekt. Dzięki temu mamy trzy różne perspektywy: wiemy, co zaplanowaliśmy, co rzeczywiście wykonaliśmy i jaki wynik osiągnęliśmy później na zawodach.

    Intuicja czy Excel?

    Możemy rozwijać sekcję i planować strategię intuicyjnie. Możemy również otworzyć Excela i sprawdzić, co naprawdę zostało zrobione oraz jakie przyniosło efekty. Najrozsądniej korzystać z jednego i drugiego.

    Intuicja pozwala dostrzegać ludzi, ich możliwości, samopoczucie i potrzeby. Dane pomagają ocenić skalę pracy, zauważyć tendencje i sprawdzić, czy obrany kierunek rzeczywiście prowadzi do celu.

    Mamy pomysł na rozwój Baszty. Mamy wyniki. Teraz mamy również uporządkowaną wiedzę o drodze, która do nich doprowadziła. Intuicja wyznacza kierunek. Excel pokazuje, czy naprawdę nim podążamy.

  • Baszta najlepszą drużyną Ligi Północy 2026

    Baszta najlepszą drużyną Ligi Północy 2026

    Zaczęliśmy 11 kwietnia u siebie w Bytowie. Później był Szczecin, a 29 sierpnia nad jeziorem Lednik w Miastku odbył się finał. Trzy starty, trzy różne trasy, kilka miesięcy rywalizacji i jeden wspólny finał tej historii: Baszta Bytów została najlepszą drużyną Ligi Północy 2026.

    To sukces całej drużyny. Tych, którzy walczyli o najwyższe miejsca w swoich kategoriach, tych, którzy dokładali punkty do klasyfikacji, ale również tych, którzy po prostu byli z nami podczas kolejnych zawodów. Bo Liga Północy była sprawdzianem nie tylko szybkości, ale także regularności. Jeden świetny występ nie wystarczał. Trzeba było przejść przez cały sezon.

    Baszta zaczęła go znakomicie. Podczas kwietniowego Pucharu Polski w Bytowie objęliśmy prowadzenie w klasyfikacji drużynowej. Później przyszedł Szczecin, gdzie ponownie wygraliśmy rywalizację drużynową. Pozostawał finał w Miastku. Nad Lednik przyjechało 84 zawodników Baszty. Największa wyjazdowa reprezentacja w historii naszego klubu. Wygraliśmy klasyfikację drużynową miasteckiego Pucharu Polski, a później przyszedł czas na drugą dekorację i odebranie pucharu za cały sezon Ligi Północy. To był moment, w którym trzy osobne zawody stały się jedną historią.

    Bytów – Szczecin – Miastko

    I Baszta na pierwszym miejscu. Sukces drużynowy uzupełniły wyniki indywidualne. W końcowej klasyfikacji Ligi Północy uwzględniano zawodników, którzy zaliczyli wszystkie trzy starty i za każdym razem rywalizowali na tym samym dystansie. Wystarczyło opuścić jedne zawody albo zmienić dystans, aby wypaść z końcowej klasyfikacji. Tym bardziej cieszy nas, że siedmioro reprezentantów Baszty zakończyło sezon na podium swoich kategorii wiekowych.

    Warto przy tym pamiętać, że Liga Północy nie prowadzi klasyfikacji generalnej na dystansie 20 km. Dlatego naszych zawodniczek rywalizujących na najdłuższym dystansie nie ma wśród osób dekorowanych za cały cykl. Ich rywalizacja trwa w ramach Polskiej Ligi Nordic Walking.

    1. Baszta triumfuje w Miastku w PP

      Baszta triumfuje w Miastku w PP

      84 zawodników Baszty Bytów, zwycięstwo drużynowe, liczne miejsca na podium i aż 45 nowych wpisów do klubowej tabeli rekordów życiowych. Puchar Polski Nordic Walking w Miastku był dla Baszty jednym z najważniejszych wydarzeń tego sezonu. I pokazał coś jeszcze – że sport naprawdę potrafi łączyć pokolenia.

      29 sierpnia nad jeziorem Lednik w Miastku po raz drugi odbyły się zawody Pucharu Polski Nordic Walking. Jeszcze rok temu mówiliśmy o marzeniu i śnie, który udało się spełnić. Dzisiaj można już mówić o wydarzeniu, które ma wszelkie podstawy, aby na stałe wpisać się w sportowy kalendarz Miastka.

      Organizacja zawodów była wspólnym przedsięwzięciem Nordic Walking Poland, Gminy Miastko, Ośrodka Sportu i Rekreacji w Miastku oraz Baszty Bytów. Burmistrz Miastka Jerzy Wójtowicz zaufał organizatorom i dał zielone światło, a dyrektor OSiR Piotr Szłapiński wraz ze swoim zespołem po raz kolejny pokazał, że zwykłą na co dzień plażę nad Lednikiem można zamienić w arenę zmagań nordic walkerów z całej Polski.

      Za kilkoma godzinami sobotnich zawodów kryły się tygodnie przygotowań. Trasa, biuro zawodów, gastronomia, transport, płotki, stoły, krzesła, namioty, wolontariusze i dziesiątki drobiazgów, których uczestnik imprezy właściwie nie powinien zauważać. Jeżeli przyjeżdża, startuje, dobrze się bawi i wraca do domu z przekonaniem, że wszystko było na swoim miejscu, oznacza to, że wcześniej ktoś wykonał kawał dobrej roboty.

      I chyba się udało. 84 zawodników. Rekord także na wyjeździe

      Baszta przyjechała do Miastka w liczbie, która jeszcze niedawno wydawałaby się niewiarygodna. W zawodach wystartowało 84 naszych reprezentantów. Dokładnie tylu samo zawodników Baszty wystartowało w kwietniu podczas Pucharu Polski w Bytowie. Wtedy ustanowiliśmy rekord frekwencji jednego klubu podczas zawodów tej rangi. Tym razem jednak była zasadnicza różnica. Bytów był u siebie. Miastko, choć oddalone zaledwie o około 45 kilometrów, było już wyjazdem.

      Tym samym 84 osoby oznaczają również rekordową wyjazdową reprezentację Baszty. Nie pojechaliśmy jednak nad Lednik wyłącznie po to, aby zrobić tłum. Baszta Bytów wygrała klasyfikację drużynową Pucharu Polski z dorobkiem 13 001 punktów. Drugie miejsce zajęły Włóczykije Gdynia – 10 363 pkt, a trzecie Nordic Sport 2021 – 9 518 pkt. Do tego doszły liczne miejsca na podium w kategoriach wiekowych oraz bardzo dobre wyniki całej drużyny.

      Sierpień miał być miesiącem formy

      Jeszcze przed sezonem zakładaliśmy, że najwyższa dyspozycja powinna przyjść właśnie w sierpniu. Lato miało być okresem pracy, a jego końcówka czasem zbierania efektów. Liczby pokazują, że udało się z tym trafić całkiem nieźle. Po zawodach w Miastku w klubowej tabeli pojawiło się 45 nowych wpisów do tabeli rekordów życiowych. 24 zawodników poprawiło swoje wcześniejsze najlepsze rezultaty, a dla kolejnych 21 był to pierwszy start na danym dystansie i tym samym ustanowienie pierwszej życiówki. Tydzień wcześniej podczas Mistrzostw Europy w Bełchatowie rekordy życiowe ustanowiło 12 z 16 startujących zawodników Baszty. Siedem z tych wyników przetrwało zaledwie tydzień – w Miastku zostały poprawione ponownie.

      Podium mówi, jak zawodnik wypadł na tle innych. Rekord życiowy mówi coś innego: czy jest lepszy od siebie sprzed tygodnia, miesiąca albo roku. Nie każdy musi walczyć o zwycięstwo w swojej kategorii. Każdy może natomiast ścigać się z jednym bardzo konkretnym rywalem – samym sobą.

      Od pięcioletniej Alicji do kategorii M80

      Chyba nic nie pokazuje charakteru Baszty lepiej niż dwa nazwiska znajdujące się na dwóch krańcach tabeli. Pięcioletnia Alicja Labuda stanęła na trzecim stopniu podium w kategorii K1. Ryszard Lewandowski wywalczył drugie miejsce w kategorii M80. Dzieli ich kilka pokoleń. Łączy Baszta, ten sam klubowy strój, ta sama trasa i ten sam dystans 5 kilometrów.

      I właśnie to jest dla nas równie ważne jak punkty, medale i puchary. W jednej drużynie spotykają się dzieci, rodzice, dziadkowie i seniorzy. Każdy ma inne możliwości, cele i tempo. Wszyscy mogą jednak stanąć na tej samej linii startu. Baszta naprawdę łączy pokolenia.

      Miastko zapisujemy więc w historii Baszty jako zawody rekordowe pod względem wyjazdowej frekwencji, zakończone zwycięstwem drużynowym i kolejnym potwierdzeniem wysokiej formy naszych zawodników. Ale chyba najładniejszy obraz tego dnia nie potrzebuje ani tabel, ani punktów. Pięcioletnia Alicja Labuda i Ryszard Lewandowski z kategorii M80. Oboje w tych samych barwach. Oboje na tej samej pięciokilometrowej trasie. Oboje na podium. Kilka pokoleń różnicy. Jedna Baszta. I idziemy dalej.

    2. Dwa medale i 6 miejsce Baszty w Europie

      Dwa medale i 6 miejsce Baszty w Europie

      Dwa miejsca na podium, 12 rekordów życiowych i szóste miejsce drużynowo w stawce 129 klubów z 24 państw. Zaledwie 16 zawodników Baszty Bytów wystartowało w Mistrzostwach Europy Nordic Walking w Bełchatowie, ale niewielka reprezentacja wróciła do domu z wynikami, z których możemy być naprawdę dumni.

      Pobudki właściwie nie było, bo… dopiero zaczęła się noc. Zbiórka chwilę po północy po to, aby około 24 godziny później wrócić dokładnie w to samo miejsce. Co wydarzyło się pomiędzy? W największym skrócie: około 850 kilometrów jazdy autobusem, starty 16 zawodników Baszty, dwa miejsca na podium i szóste miejsce drużynowo w Mistrzostwach Europy.

      Dwa miejsca na podium

      Największe indywidualne sukcesy odnieśli Mirella Kapica i Adam Łoza. Mirella wystartowała na najdłuższym dystansie 20 km. Z czasem 2:29:05 zajęła 10. miejsce wśród kobiet, a w swojej kategorii K55 wywalczyła drugie miejsce. Na 5 km na podium stanął Adam Łoza. Czas 36:38 dał mu trzecie miejsce w kategorii M18.

      Blisko podium znalazła się także Aniela Kożykowska. Na dystansie 10 km zajęła czwarte miejsce w K65. Na tym samym dystansie Izabela Metel była szósta w K45, a Barbara Badowska-Stefańska piąta w K65.

      Szósta drużyna Mistrzostw Europy

      Dwa indywidualne miejsca na podium były powodem do ogromnej radości, ale na szczególną uwagę zasługuje wynik całego zespołu. Baszta Bytów zajęła 6. miejsce w klasyfikacji drużynowej Mistrzostw Europy. Sklasyfikowano 129 klubów reprezentujących 24 państwa, a zwyciężyła NW Sevilla z Hiszpanii.

      Ten wynik cieszy tym bardziej, że do Bełchatowa pojechaliśmy w zaledwie 16-osobowym składzie. Nie mieliśmy więc za sobą siły liczebnej, którą potrafimy wykorzystywać podczas krajowych zawodów. Tym razem każdy dobry rezultat miał szczególne znaczenie.

      A tych dobrych rezultatów było sporo. Aż 12 z 16 zawodników Baszty ustanowiło w Bełchatowie swoje rekordy życiowe. Trzech na czterech naszych reprezentantów wracało więc z Mistrzostw Europy z najlepszym wynikiem, jaki osiągnęli dotychczas na danym dystansie. To właśnie suma indywidualnych rezultatów przełożyła się na znakomity wynik całej drużyny. Mistrzostwa Europy w Bełchatowie były kolejnym ważnym przystankiem w krótkiej przecież historii naszej sekcji. Tym razem nie jechaliśmy największą ekipą. Nie mogliśmy oprzeć wyniku na liczebności.

      Pojechało 16 osób. Dwie stanęły na podium. Dwanaście ustanowiło rekordy życiowe. A razem wywalczyliśmy 6. miejsce wśród 129 sklasyfikowanych klubów z 24 państw. Z Bełchatowa wróciliśmy zmęczeni. Ale zdecydowanie było warto.

    3. Baszta pierwsza w Lidze Północy w Szczecinie

      Baszta pierwsza w Lidze Północy w Szczecinie

      O pierwszym miejscu Baszty w Szczecinie już wiecie. Ale nie myślcie, że na jednym poście zakończymy dzielenie się naszą radością. Drużynowe zwycięstwo jest efektem zaangażowania 48 zawodników. A w odpowiedzi na słynne już pytanie kierowane w naszym kierunku: „Więcej was matka nie miała?”, odpowiadamy: „Miała, lecz nie wszystkich puściła”. 🙂

      Trasę wytyczono w pięknym zakątku Lasu Arkońskiego w Szczecinie. Czy była trudna? To zależy, kogo zapytamy. W zasadzie były tylko niewielkie wzniesienia, z jednym konkretnym na finiszu. Nie była to wprawdzie nasza treningowa Góra Siemierzycka, ale trasa była wymagająca.

      A że były korzenie, że miejscami było ciasno i gęsto od nordicowców? Cóż – wszyscy mieli tak samo i należy to traktować jako element oraz charakterystykę tych zawodów. Jest ciekawie, bo wszędzie jest inaczej. Ponieważ nie było tak płasko jak w Skrwilnie, uzyskane czasy są nieco dłuższe, ale adekwatne do warunków. Sama Polana Sportowa idealnie wpisuje się w organizację zawodów nordic walking.

      Aż ośmioro zawodników Baszty stanęło na szczecińskim podium. Na najwyższym stopniu znaleźli się: Aniela Kożykowska, Natalia Borzyszkowska i Oleksii Kuzhylnyi. Drugie miejsca zajęli: Barbara Badowska-Stefańska, Anna Sudoł i Hanna Piekarska, a trzecie: Mirella Kapica i Szymon Heron.

      Każda z tych osób to osobna, ciekawa historia. Zacznijmy od Anieli i Basi. Na trasie chodzą razem. Jedna ciągnie drugą. To opowieść o przyjaźni i sportowej walce. Tydzień wcześniej obie przez chwilę były na podium, jednak po chwili okazało się, że Basia z niego wypadła. Sport jednak wynagradza pracę i cierpliwość. Długo nie musiała czekać. W Szczecinie Aniela stanęła na najwyższym stopniu podium, a Basia tuż za nią. Czyż to nie jest piękne?

      A teraz Natalia. Drugi tydzień z rzędu stanęła na najwyższym stopniu podium. Trzeba przyznać, że z uśmiechem bardzo jej do twarzy na pierwszym miejscu. Kolejnym zwycięzcą w Szczecinie był nasz Olek. On również drugi tydzień z rzędu stanął na podium. Co ciekawe – po przekwalifikowaniu na dystans 5 km. Ja widzę w nim sprintera, ale tak naprawdę jest zawodnikiem uniwersalnym. Doceniamy to, że jest gotowy startować na każdej pozycji, dając klubowi możliwość optymalnego ustawienia punktowego. Nordic walking jest dla niego ambitną sportową przygodą i właśnie tak ją traktuje.

      Na podium znalazła się również Ania. To już jest ewenement. Kiedy startuje, zawsze staje na podium. Nie często, nie zazwyczaj – zawsze. Zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić, choć przecież wcale nie jest to czymś zwyczajnym.

      No i Hania. Ile ona dała nam radości! Nasza najmłodsza zawodniczka. Na mistrzostwach Polski była szósta, a teraz stanęła na podium w szerokiej kategorii wiekowej 10-17 lat! Skoro jesteśmy przy młodzieży, warto wspomnieć także o 19-letnim Szymonie, który wywalczył swoje pierwsze podium. Nasi młodzi zawodnicy pokazują, że nordic walking to sport dla wszystkich pokoleń. U nas trenują osoby od 12. do ponad 80. roku życia. Nie ma jednego, wąskiego targetu. Jest miejsce dla każdego.

      Wyliczankę medalistów kończymy na Mirelli. Na co dzień specjalizuje się w długich dystansach, a w klasyfikacji 20 km należy do krajowej czołówki. Tym razem w Szczecinie dystansu 20 km jednak nie było, dlatego wystartowała na 10 km. Miała obawy, czy to na pewno jej dystans, ale poszła tam, gdzie mogła – i również stanęła na podium. To pokazuje, że dobry zawodnik potrafi odnaleźć się także poza swoją główną specjalnością. Na szczególne podkreślenie zasługuje również to, że Mirella interesuje się życiem klubu nie tylko na trasie. Zawsze można na nią liczyć.

      Powyżej wymieniliśmy jedynie osoby, które stanęły na indywidualnym podium. Już po tych kilku historiach widać jednak, jak różnorodny jest nasz zespół. I właśnie ta różnorodność sprawia, że razem stajemy na najwyższym stopniu podium w klasyfikacji drużynowej.

      Stoimy tam pełni radości i dumy, ale także pokory. Wiemy, że w sporcie na szczycie się bywa. Kiedyś byli tam inni, dzisiaj jesteśmy my, a jutro może być różnie.

      SZCZECIN – 25.07.2026
      POLSKA LIGA NORDIC WALKING (LIGA PÓŁNOCY)
      🔴 10 KM
      KOBIETY: 7.
      Katarzyna Lemanczyk 01:14:14 (4 K45). 11. Mirella Kapica 01:17:15 (🥉3 K55), 13. Małgorzata Jusis 01:18:29 (6 K45), 17. Aniela Kożykowska 01:24:27 (🥇1 K65), 18. Barbara Badowska-Stefańska 01:24:49 (🥈2 K65), 24. Laura Żusin-Kaczmarek (5 K55) 01:27:29.
      🔴 5 KM
      KOBIETY: 12.
      Joanna Cichosz 00:38:39 (6 K40), 20. Anna Sudoł 00:39:36 (🥈2 K65), 26. Alicja Loll 00:40:24 (10 K40), 27. Danuta Romańak 00:40:29 (8 K50), 38. Natalia Borzyszkowska 00:42:22 (🥇1 K70), 47. Dorota Labuda 00:43:18 (18 K40), 49. Anna Bejnerowicz 00:43:28 (10 K50), 56. Hanna Piekarska 00:44:20 (🥈2 K10), 60. Danuta Prondzińska 00:44:55 (12 K50), 63. Jolanta Obracht Prondzińska 00:45:28 (5 K60), 67. Aleksandra Heron 00:47:04 (14 K50), 68. Joanna Piekarska 00:48:13 (15 K50).
      MĘŻCZYŹNI: 7. Oleksii Kuzhylnyi 00:35:43 (🥇1 M18), 17. Zbigniew Bejnerowicz 00:37:35 (4 M50), 24. Bogdan Łoza 00:38:50 (6 M50), 25. Bogdan Adamczyk 00:38:55 (7 M50), 29. Cezary Obracht Prondziński 00:39:42 (4 M60), 33. Szymon Heron 00:40:56 (🥉3 M18), 38. Marek Piekarski 00:42:54 (10 M50), 40. Marcin Heron 00:43:02 (11 M40), 43. Henryk Borzyszkowski 00:44:09 (7 M70), 53. Zbigniew Badowski 00:49:10 (M65), 55. Grzegorz Prondziński 00:55:34 (13 M50).
      🔴 E-START (on-line): Alicja Krawczyk, Bożena Mańska, Małgorzata Szafraniec, Izabela Metel, Anna Klonowska Dorszyńska, Hanna Muerau-Nowicka, Danuta Mielewczyk, Paulina Mańska, Agnieszka Kalińska, Justyna Steranka, Andżelina Łoza, Irena Wiczkowska, Paweł Dykier, Aleksandra Telega, Teresa Janiszewska, Małgorzata Lewandowska.
      🟩 NOMINACJA DO ZIELONEJ KARTKI ZA TECHNIKĘ:
      Bogdan Adamczyk.
      🔴 KLASYFIKACJA DRUŻYNOWA:
      🏆1.
      Baszta Bytów, 2. Włóczykije Gdynia, 3. Ekspedycja Nordic Team Szczecin. (łącznie sklasyfikowano 29 drużyn)

    4. Baszta druga w Pucharze Polski w Skrwilnie

      Baszta druga w Pucharze Polski w Skrwilnie

      Do Skrwilna pojechaliśmy przede wszystkim wykonać sportową pracę i dobrze spędzić czas, zarówno we własnym gronie, jak i wśród nordicowców z całej Polski. Zawody Pucharu Polski były zaliczane do Ligi Centrum oraz co dla nas szczególnie ważne do klasyfikacji Polskiej Ligi Nordic Walking. Tymczasem wróciliśmy z aż dziewięcioma pucharami, zdobytymi przez ośmioro naszych zawodników. Ta różnica wynika z faktu, że Katarzyna Lemanczyk stanęła na podium dwukrotnie na dystansach 10 i 5 km. Co ważne, Baszta zdobywała trofea na każdym dystansie: 5, 10 i 20 km. Indywidualne sukcesy oraz szeroka i wyrównana kadra przełożyły się również na świetny wynik drużynowy. W gronie 56 sklasyfikowanych zespołów zajęliśmy drugie miejsce, ustępując jedynie Nordic Team Częstochowa.

      WYNIKI ZAWODNIKÓW BASZTY:
      20 KM
      KOBIETY: 6.
      Alicja Krawczyk 02:30:42 (1🥇K45), 7. Mirella Kapica 02:30:50 (2🥈K55).
      10 KM
      KOBIETY: 7. Katarzyna Lemanczyk 01:13:36 (2🥈K45), 11. Izabela Metel 01:15:21 (5 K45), 18. Aniela Kożykowska 01:21:01 (2🥈K65), 22. Barbara Badowska-Stefańska 01:22:57 (4 K65).
      5 KM
      KOBIETY: 11.
      Katarzyna Lemanczyk 00:35:41 (3🥉K50), 18. Joanna Cichosz 00:37:07 (4 K40), 40. Alicja Loll 00:39:33 (10 K40), 48. Danuta Romańak 00:40:30 (13 K50), 52. Dorota Labuda 00:40:35 (15 K40), 57. Natalia Borzyszkowska 00:41:03 (1🥇K70), 60. Emilia Gliszczyńska 00:41:16 (6 K18), 72. Małgorzata Lewandowska 00:42:28 (9 K60), 87. Danuta Mielewczyk 00:43:51 (23 K40), 88. Marzena Stawska 00:43:57 (24 K40), 107. Irena Wiczkowska 00:46:47 (1🥇K75), 110. Teresa Janiszewska 00:48:25 (9 K70).
      MĘŻCZYŹNI: 19. Oleksii Kushylnyi 00:34:40 (2🥈M18), 27. Zbigniew Bejnerowicz 00:35:53 (3🥉M50), 36. Bogdan Adamczyk 00:37:40 (6 M50), 50. Zbigniew Badowski 00:40:30 (9 M65), 63. Henryk Borzyszkowski 00:42:25 (12 M70).
      E-START (on-line):
      Jolanta Obracht Prondzyńska, Aleksandra Telega, Iwona Adamczyk, Hanna Nowicka-Muerau, Janina Kauczoch, Teresa Loll, Cezary Obracht Prondzyński, Paweł Dykier, Grzegorz Prondziński.
      KLASYFIKACJA DRUŻYNOWA:
      1.
      Nordic Team Częstochowa 11011 pkt, 2. 🏆Baszta Bytów 10548 pkt., 3. Nordic Sport 2021 9635 pkt., 4. Włóczykije Gdynia 8750 pkt., 5. NW Człapski Team 8539 pkt., 6. Triton Konin 8087 pkt., 7. Victoria Potęgowo 7630 pkt., 8. KS NW Bełchatów 7558 pkt., 9. NW Team Kikół 5030 pkt., 10. Esja Team 4875 pkt. (łącznie sklasyfikowano 56 drużyn).

    5. Baszta trzecia na Mistrzostwach Polski!

      Baszta trzecia na Mistrzostwach Polski!

      Trzy lata temu nasza sekcja Baszty Bytów nie istniała na sportowej mapie Polski. Dziś znalazła się w gronie najlepszych drużyn krajowego nordic walkingu. Podczas Mistrzostw Polski Nordic Walking Poland w Gorzowie Wielkopolskim bytowski klub wywalczył trzecie miejsce w klasyfikacji drużynowej, a pięć zawodniczek stanęło na podium swoich kategorii wiekowych. Za liczbami, medalami i punktami kryją się jednak przede wszystkim ludzie oraz historia, która wciąż jest pisana.

      Mistrzostwa Polski w Gorzowie Wielkopolskim były jednymi z najtrudniejszych zawodów ostatnich lat. Otwarta trasa, wymagające podłoże i temperatura sięgająca 38 stopni sprawiły, że uczestnicy musieli zmierzyć się nie tylko z rywalami, ale także z własnymi ograniczeniami. W tych warunkach zawodnicy Baszty Bytów zanotowali aż 56 osobostartów. To rekord frekwencji jednego klubu w historii mistrzostw w tej formule. Dużą radość przyniosły także wyniki sportowe. Mistrzynią Polski została Mirella Kapica, a na podium stanęły również Alicja Krawczyk, Anna Sudoł, Irena Wiczkowska i Aniela Kożykowska. Każdy medal ma swoją historię. Za każdym stoją setki kilometrów treningów, dziesiątki spotkań na trasach Ziemi Bytowskiej, własne słabości, problemy zdrowotne, obowiązki rodzinne i zawodowe. W Gorzowie wszystko spotkało się w jednym miejscu i czasie.

      W klasyfikacji drużynowej sklasyfikowano 86 klubów z całej Polski. 1. Victoria Potęgowo – 26 796 pkt. 2. Nordic Sport 2021 – 25 879 pkt. 3. Baszta Bytów – 25 092 pkt. Przewaga nad czwartym zespołem wyniosła zaledwie 268 punktów. To mniej niż wartość jednego dobrego wyniku. Takie liczby pokazują, że o miejscu na podium nie zdecydowali wyłącznie liderzy. Znaczenie miał każdy zawodnik, każdy start i każdy zdobyty punkt. To właśnie jest siła sportu drużynowego. Sukces budują nie tylko ci, którzy odbierają medale, ale również ci, którzy walczą w środku stawki i na końcu tabeli, dokładając swoją cegiełkę do wspólnego wyniku.

      Najważniejszy moment mistrzostw nie wydarzył się jednak na mecie. Była to chwila tuż przed zawodami. Cała ekipa była już gotowa do startu. Wokół panował gwar, zawodnicy kończyli rozgrzewkę, poprawiali numery startowe i przygotowywali się do wysiłku. Wtedy można było spojrzeć na tę grupę i zobaczyć coś więcej niż klub sportowy. Byli tam ludzie, którzy jeszcze kilka lat wcześniej nie przypuszczali, że wystartują w mistrzostwach kraju. Byli ci, którzy wracali do aktywności po problemach zdrowotnych. Byli debiutanci i doświadczeni zawodnicy. Każdy z własną historią. Przez chwilę nie liczyły się wyniki ani klasyfikacje. Liczyło się tylko to, że jesteśmy tutaj razem.

      Sukces Baszty Bytów ma również szczególny wymiar. Rok 2026 jest rokiem 680-lecia Bytowa. Miasto przez stulecia budowało swoją historię dzięki mieszkańcom, społecznikom, przedsiębiorcom, ludziom kultury i sportu. Baszta postanowiła uczcić ten jubileusz po swojemu. Najpierw zwycięstwo w klasyfikacji drużynowej Pucharu Polski organizowanego w Bytowie oraz rekordowe 83 osobostarty. Następnie rekordowe 56 osobostartów podczas Mistrzostw Polski i miejsce na podium najlepszych drużyn w kraju. To sukces osiągnięty przez klub, który wyrósł tutaj – na Ziemi Bytowskiej. Tworzony przez mieszkańców Bytowa i okolicznych miejscowości. Bez wieloletniej tradycji, bez zawodowego zaplecza, ale z ogromnym zaangażowaniem ludzi, którzy uwierzyli, że wspólną pracą można dojść bardzo daleko.

      Trzecie miejsce na Mistrzostwach Polski jest jednym z najważniejszych momentów w historii Baszty Bytów, ale nie kończy tej historii. Przed klubem kolejne starty, kolejne wyzwania i kolejne cele. Pozostają też wtorkowe i niedzielne treningi, podczas których wszystko się zaczyna – niezależnie od tego, czy ktoś walczy o medal mistrzostw kraju, czy po prostu chce zrobić pierwszy krok ku lepszemu zdrowiu. Bo właśnie tam rodzi się każda sportowa historia. A Baszta Bytów nadal robi to, co od początku ma wpisane w swoje klubowe DNA. Idziemy dalej.

      Może być zdjęciem przedstawiającym co najmniej jedna osoba, tłum i tekst

      (foto: Piotr Wisiński)

    6. Nasza tożsamość klubu – kim jesteśmy, gdy idziemy razem

      Herb, barwy, wspólny rytm rozgrzewki – to nie są drobiazgi. To nasz znak rozpoznawczy, język wspólnoty.

      Wizerunek klubu zaczyna się dużo wcześniej niż na zdjęciu w mediach społecznościowych. Zaczyna się od sposobu, w jaki stoimy w kręgu, jak słuchamy i jak rozmawiamy. Od tonu głosu i tego, jak grupa reaguje na słowa. Tożsamość nie rodzi się wyłącznie w logotypach ani w oficjalnych regulaminach. Rodzi się w rytmie wspólnego marszu, w drobnych gestach i codziennych rytuałach.

      Każdy klub, który dojrzewa, wcześniej czy później zadaje sobie pytanie: kim jesteśmy? I co nas odróżnia od innych? Odpowiedź nie zawsze jest prosta, ale zaczyna się od wspólnoty wartości. Od szacunku, pasji i uczciwości wobec siebie oraz innych. W nordic walkingu widać to jak na dłoni, bo nie da się udawać postawy. Albo idziesz z zaangażowaniem, albo znikasz w tłumie.

      Wizerunek to nie tylko to, jak widzą nas inni. To także to, jak my sami siebie widzimy, gdy stoimy ramię w ramię przed rozgrzewką, podczas wysiłku czy stretchingu. Stroje klubowe, barwy, herb Baszty – to wszystko tworzy spójny obraz, który daje ludziom poczucie przynależności. Wspólna koszulka nie jest tylko tkaniną. To symbol: „jestem częścią czegoś większego”. Kiedy idziemy razem w tych samych kolorach, widać nie tylko grupę, ale i energię. Ktoś postronny patrzy i myśli: „to zgrany zespół”. I właśnie o to chodzi.

      Wiecie, że lubię symbole, które prowadzą do tożsamości. Nie tylko stroje, ale także flagi, szale, wspólne znaki i gesty. Część tych elementów wyniosłem z futbolu, gdzie barwy klubowe, herb i rytuały mają ogromne znaczenie. Cieszę się, że w Baszcie wiele z tego się przyjęło, ale w naszej własnej, nordicowej formie. Nie kopiujemy nikogo jeden do jednego. Bierzemy to, co buduje wspólnotę, i dopasowujemy do ludzi, którzy idą razem z kijkami przez las, stadion, błoto, upał i chłód.

      Dla kogoś z zewnątrz flaga, szal czy okrzyk mogą być tylko dodatkiem. Dla nas są częścią opowieści o klubie. Pomagają poczuć, że nie jesteśmy zbiorem przypadkowych osób, które spotkały się na treningu. Jesteśmy drużyną. Mamy swoje barwy, swój rytm, swoje słowa i swoje małe rytuały. A z takich rzeczy rodzi się tożsamość.

      Z czasem każdy klub tworzy też własny język. U nas są słowa, które dla kogoś z zewnątrz mogą brzmieć zwyczajnie albo nawet zagadkowo, ale dla nas mają konkretne znaczenie. „Komasacja”, „fartlek”, „druga nóżka” – to już nie są tylko hasła treningowe. To element naszego wspólnego kodu. Podobnie jak okrzyk: „Veni, vidi, vici – Baszta!”, który nie jest pustą formułką, lecz chwilą, w której grupa zbiera energię i oddaje ją sobie nawzajem.

      Bo energia w klubie nie działa tylko w jedną stronę. Prowadzący może ją dawać, ale dopiero grupa decyduje, czy ją przyjmie i odda z powrotem. Kiedy to się dzieje, trening przestaje być tylko zestawem ćwiczeń. Staje się wspólnym rytuałem. Jest głos, jest odpowiedź, jest ruch, jest śmiech, jest zmęczenie. I wtedy naprawdę czuć, że idziemy razem.

      Dużą wartością Baszty jest też to, że wiele rzeczy tworzyliśmy po swojemu. Nie przyszliśmy tu z gotowym zestawem cudzych nawyków, napięć i złych doświadczeń. Nie dźwigaliśmy zewnętrznego ciężaru środowisk, w których coś kiedyś nie wyszło. Dzięki temu mogliśmy budować klub od podstaw, spokojnie, autorsko, według własnego rytmu. Oczywiście korzystamy z doświadczeń sportu, organizacji i ludzi, którzy byli przed nami, ale to, co najważniejsze, układamy sami. Dlatego Baszta nie jest kopią żadnego klubu. Jest własnym organizmem, z własnym rytmem, własnym językiem i własnym DNA.

      Sam lubię czasem przystanąć i popatrzeć na grupę z boku. Na ostatnim treningu na Gołębiej Górze było parno i gorąco. Nie było wygód, ale było wspólne zmęczenie i ta niemała gromada w koszulkach Baszty. W takich chwilach widać, że klub to nie tylko lista obecności. To żywy organizm.

      Rozgrzewka jest teatrem jedności. Kiedy grupa wykonuje te same ruchy w równym rytmie, to już nie tylko ćwiczenie – to znak. Dla przechodniów, dla nowych i doświadczonych zawodników, dla samego trenera. Widać w tym porządek, dyscyplinę i radość. To moment, w którym wizerunek staje się ciałem.

      Zanim zaczniemy, czasami powtarzam: „Jesteśmy jednym organizmem, a każdy z nas jest jego komórką – ważną częścią”. I rzeczywiście tak to wygląda. Ruch płynie jak impuls przez całe ciało grupy. Nikt nie jest przypadkowy, każdy ma swoje miejsce. Tożsamość nie jest wtedy opisana w regulaminie czy statucie. Ona jest widoczna w ruchu.

      Tożsamość klubu nie polega na tym, by być idealnym. Chodzi raczej o spójność – żeby to, co widać na zewnątrz, było zgodne z tym, co dzieje się w środku. Jeśli widać radość, to dlatego, że naprawdę tam jest. Jeśli widać zaangażowanie, to dlatego, że każdy czuje się potrzebny. Autentyczność zawsze przebija się przez formę.

      Na zdjęciach z naszych treningów widać ludzi różnych wiekiem, ale podobnych energią. Uśmiechy, zmęczenie, błoto na butach – wszystko to tworzy prawdziwy obraz klubu. Nie retuszujemy tego, bo w tej autentyczności tkwi siła. Nie chodzi tylko o to, by wyglądać idealnie, ale by wyglądać prawdziwie.

      Najcenniejsze jest jednak to, że nie musimy być tacy sami. Każdy wnosi do klubu coś własnego. Jedni mają sportową ambicję i lubią rywalizację. Inni zarażają uśmiechem. Ktoś potrafi wesprzeć dobrym słowem, ktoś inny pomaga w organizacji, prowadzi samochód na zawody, robi zdjęcia, piecze ciasto na spotkanie albo po prostu jest zawsze wtedy, gdy grupa go potrzebuje. Każdy dokłada swoją cegiełkę.

      Właśnie dlatego lubię porównanie do organizmu. Serce nie jest płucami, płuca nie są mięśniami, a mięśnie nie są oczami. Każda część pełni inną rolę, ale dopiero razem tworzą coś, co żyje i działa. Tak samo jest w klubie. Różnimy się wiekiem, charakterami, doświadczeniem i możliwościami, ale kiedy połączymy te wszystkie elementy, powstaje coś większego niż suma pojedynczych osób. Powstaje drużyna.

      Wizerunek klubu nie żyje w folderach promocyjnych. Żyje w pamięci ludzi, którzy nas spotykają. W spojrzeniu przypadkowego przechodnia, który widzi, jak maszerujemy równym krokiem przez las. W komentarzu na Facebooku: „Fajna ekipa, widać, że się lubią”. W uśmiechu nowego uczestnika, który po pierwszym treningu mówi: „Chcę zostać”.

      To są momenty, w których tożsamość nabiera kształtu. Bo klub to nie tylko logo, struktura i plan treningów. To ludzie, którzy razem tworzą rytm. Każdy z nich jest jego częścią, jego komórką – jak w żywym organizmie.

      A dopóki ten organizm oddycha, dopóty klub ma serce.

    7. Najgłośniejsza trybuna jest w głowie

      Najczęściej presję najłatwiej zauważyć u nowicjuszy. To oni przychodzą z niepewnością, z lekkim niepokojem, z napięciem przed pierwszym treningiem, pierwszym sprawdzianem, pierwszym startem. Ale im dłużej obserwuję sport, tym mocniej widzę, że presja nie jest tylko przypadłością początkujących. Ona nie znika wraz z doświadczeniem. Zmienia jedynie twarz. Spotykam ją także u tych, którzy są już mocni, u tych, którzy są blisko podium, i u tych, których inni uznają za liderów. W jednych dyscyplinach przychodzi z zewnątrz – z trybun, mediów, oczekiwań i ocen. W innych jest ciszej. Ale ta cisza bywa złudna, bo człowiek sam potrafi być dla siebie najgłośniejszą trybuną.

      Od pewnego czasu łapię się na tym, że bardziej niż sam wynik interesuje mnie źródło napięcia. Nie to, kto wygrał, ale co dzieje się z człowiekiem, kiedy zaczyna czuć, że „musi”. Musi potwierdzić formę. Musi wejść na podium. Musi udowodnić, że to, co robi, ma sens. Musi pokazać coś innym albo sobie. Po latach spędzonych w sporcie widzę wyraźnie, że presja nie zawsze rodzi się w tym samym miejscu. W piłce nożnej bardzo często przychodzi z zewnątrz. Jest kibic, sponsor, działacz, trener, media, lokalne środowisko. Jest ocena. Jest szum. Jest ten charakterystyczny ciężar, który nie pozwala człowiekowi zostać sam na sam z własnym wynikiem. Po meczu niemal natychmiast dopisują się cudze emocje, cudze oczekiwania, cudze interpretacje. W innych dyscyplinach jest ciszej. Ale ta cisza bywa złudna, bo człowiek sam potrafi być dla siebie najgłośniejszą trybuną. I właśnie to od pewnego czasu interesuje mnie najbardziej.

      Nordic walking nie ma stadionowego hałasu. Nie ma tej samej presji medialnej. Nie ma tłumu interesów, które czekają na wynik i za chwilę go ocenią. To prawda. Ale nie wyciągałbym z tego prostego wniosku, że emocji jest tu mniej, że są słabsze albo że wszystko odbywa się w jakimś miękkim i bezpiecznym świecie wolnym od napięć. Nie. Tu emocje po prostu mówią innym językiem. W jednych sportach napięcie idzie w trzask, w gwałtowny gest, w słowo rzucone o sekundę za szybko. W nordiku częściej przechodzi przez ciało. Przez mocniejsze wbicie kija. Przez skrócony oddech. Przez niecierpliwość na trasie. Przez spojrzenie po minięciu rywala. Przez milczenie po starcie, który miał wyglądać inaczej. To inny sposób przeżywania, ale nie słabszy.
      Cisza nie oznacza braku ognia. Czasem oznacza tylko tyle, że ogień pali się głębiej.

      Może właśnie dlatego coraz częściej myślę, że pod pewnymi względami nordic walking jest sportem psychicznie zdrowszym. Nie dlatego, że pozbawionym ambicji, lecz dlatego, że większa część presji rodzi się tutaj wewnątrz człowieka, a nie w hałaśliwym otoczeniu. A skoro rodzi się w nas, to mamy też większy wpływ na jej poziom. To my sami przesuwamy suwak oczekiwań.

      To my zamieniamy zwykły start w próbę charakteru albo w niepotrzebny sąd nad własną wartością.
      To nie znaczy, że presja wewnętrzna jest łatwa. Czasem bywa bardziej podstępna niż zewnętrzna, bo długo wydaje się uzasadniona, ambitna, wręcz potrzebna. Łatwo pomylić ją z motywacją. Łatwo uwierzyć, że skoro człowiek od siebie wymaga, to znaczy, że jest silny. Tymczasem granica bywa cienka. Ambicja potrafi prowadzić, ale potrafi też zacząć rządzić. I może właśnie tu zaczyna się najtrudniejsza część sportu.

      W pewnym momencie zawodnik przestaje mówić: „chcę dobrze wystąpić”. Zaczyna mówić: „muszę”. Muszę wygrać. Muszę być na podium. Muszę wreszcie to zrobić. Muszę potwierdzić, że jestem gotowy. Muszę pokazać, że już należę do najlepszych. Muszę sześć razy z rzędu wejść na Górę Siemierzycką. To słowo brzmi niewinnie, ale potrafi narobić w głowie więcej zamieszania niż trudna trasa i mocni rywale razem wzięci.

      Czwarte miejsce boli nie dlatego, że jest słabe. Boli dlatego, że jest bezczelnie blisko spełnienia. Bycie liderem męczy nie dlatego, że człowiek jest słaby, ale dlatego, że z każdą dobrą chwilą rośnie pokusa, by wynik zacząć traktować jak obowiązek. A przecież sport nie zna słowa „należy się”. Sport czasem nagradza, a czasem długo sprawdza, czy człowiek potrafi nie tylko iść mocno, ale również myśleć spokojnie.

      Od pewnego czasu coraz głębiej wchodzę w psychologię sportu i ruchu. Nie po to, żeby dopisać sobie kolejną pozycję do CV, ale dlatego, że nie chcę poruszać się po umyśle sportowca po omacku. Intuicja bywa cenna, doświadczenie również, ale w pewnym momencie przestają wystarczać. Jeśli człowieka naprawdę interesuje to, co dzieje się w głowie zawodnika, nie powinien błądzić po tej przestrzeni wyłącznie na wyczucie. Potrzebna jest metoda. Potrzebny jest porządek. Czasem nawet – nie bójmy się tego słowa – porządek naukowy. I właśnie dlatego coraz bardziej widzę, że psychologia sportu nie zaczyna się po zawodach, kiedy analizujemy emocje. Ona jest obecna już wcześniej. W decyzji o tempie. W umiejętności rozłożenia sił. W pokusie, by ruszyć za szybko, bo inni poszli. W zdolności, by zostać przy własnym planie, kiedy obok dzieje się coś pozornie ważniejszego. Taktyka bez psychiki bywa martwa, a psychika bez taktyki ślepa. Nie wystarczy mieć przygotowane ciało. Trzeba jeszcze umieć czytać moment. A moment czyta się głową.

      Widziałem, jak jedni po sukcesie zachowywali proporcje, a inni bardzo szybko zaczynali wierzyć, że wszystko już zostało osiągnięte.

      Widziałem też tych, którzy po nieudanym starcie potrafili milczeć z klasą, i tych, którzy rozsypywali się bardziej od środka niż na zewnątrz. Im dłużej o tym myślę, tym mocniej wierzę, że sport kształtuje nie tylko przez wynik. Czasem mocniej kształtuje właśnie wtedy, gdy wynik nie przychodzi. Uczy wtedy cierpliwości. Uczy regulowania siebie. Uczy odróżniania ambicji od nerwowości. Uczy, że rozwój nie zawsze polega na przyspieszaniu. Czasem polega na tym, by nie dać się rozszarpać własnym oczekiwaniom. Bo można wygrać zawody i przegrać z własnym ego. Można też nie stanąć na podium, a mimo to wygrać coś ważniejszego – spokój, proporcję, odporność, głębsze rozumienie siebie. I może właśnie to są zwycięstwa, które zostają najdłużej.

      Nie wiem, czy istnieje sport wolny od presji. Chyba nie. Wszędzie, gdzie pojawia się ambicja, porównanie, wynik i ludzkie ego, wcześniej czy później pojawi się też napięcie. Ale coraz bardziej myślę, że najzdrowszy sport to nie ten bez presji. Najzdrowszy jest ten, w którym człowiek ma szansę nauczyć się nią mądrze zarządzać.
      Nie za nisko, bo bez ambicji nie ma rozwoju. Nie za wysoko, bo wtedy własne oczekiwania odbierają radość ruchu, taktykę, uważność i lekkość głowy. Może więc dojrzałość w sporcie nie polega na tym, by nie czuć presji.
      Może polega na czymś trudniejszym: by umieć ustawić jej właściwy poziom. A wtedy nawet cisza przestaje być groźna. Bo człowiek nie słyszy już tylko najgłośniejszej trybuny w sobie. Zaczyna wreszcie słyszeć własny rytm.