Trening zaczyna się w głowie

Nie tylko mięśnie potrzebują treningu. Głowa też musi nauczyć się wytrwałości, cierpliwości i wiary, że warto. Bo zanim ruszysz z kijkami, musisz ruszyć myślami – i wygrać najważniejszy pojedynek: z samym sobą.

Na początku większość osób skupia się na technice: na kijach, kroku, tempie, butach, zegarku. To wszystko ma znaczenie, ale prawdziwy trening zaczyna się znacznie wyżej niż w nogach – zaczyna się w głowie. To ona decyduje, czy wstaniesz rano z kanapy, czy znajdziesz wymówkę, by zostać. To głowa negocjuje z deszczem, z lenistwem i z tym cichym głosem w środku, który mówi: „odpuść dziś, jutro też jest dzień.” Ciało tylko wykonuje polecenia. Dlatego zanim wytrenujesz mięśnie, musisz wytrenować myśli.

Po rozległym zawale (choć określenie „kardiologiczny incydent” brzmi łagodniej) trafiłem do ośrodka rehabilitacji w Wieżycy. Nie byłem wtedy sportowcem – byłem pacjentem. Dali mi do rąk kije, ale nie wiedziałem, co z nimi zrobić. Terapeutka powiedziała tylko: „Proszę iść naprzemiennie.” Więc szedłem – powoli, z zadyszką i bez przekonania. Kije trzymałem przed sobą jak ludzik z Lego. Dziś wiem, że to nie były ćwiczenia fizyczne, tylko pierwsze lekcje cierpliwości i nadziei. Bo to, co wtedy naprawdę trenowałem, to rozmowa z samym sobą.
Może dlatego tak lubię ludzi, którzy zaczynają od zera. Widziałem to już wiele razy – w piłce, na bieżni, w hali sportowej, w redakcji, w życiu. Ci, którzy wiedzą, jak to jest się podnieść, potrafią potem dawać innym siłę. Bo prawdziwy trener to nie ten, który nigdy nie upadł, ale ten, który nauczył się wstawać mądrzej.

Dziś wielu moich zawodników zaczyna dokładnie tak samo. „Ja to tylko trochę, dla zdrowia…”, „Chcę tylko sprawdzić, czy dobrze chodzę…” – słyszę na pierwszych zajęciach. A potem dzieje się coś ciekawego: po kilku tygodniach chodzą inaczej, patrzą inaczej, mówią inaczej. Już nie szukają wymówek, tylko sensu. Widzę to w ich oczach i w sposobie, w jaki przed startem poprawiają rękawiczki przy kijach. To moment, w którym człowiek zaczyna chodzić głową, a nie tylko nogami.

Sport – nawet rekreacyjny – to nieustanna walka z wątpliwościami. Czasem trzeba wygrać nie z dystansem, lecz z własnym zniechęceniem. Siła nie polega na tym, by nigdy nie zwątpić, ale by potrafić wrócić do wiary po każdym potknięciu. I to jest piękne w Nordic Walkingu – że pozwala trenować charakter, a nie tylko kondycję.
Kiedy idziesz przez las, czujesz rytm własnego oddechu i miękkość ścieżki pod stopami. Nagle uświadamiasz sobie, że to nie jest zwykły spacer. To mały trening umysłu. Uczysz się obecności, spokoju i pokory wobec własnych ograniczeń. Po jakimś czasie zauważasz, że ta cisza z lasu zaczyna się przenosić do codziennego życia. Mniej się spieszysz, mniej denerwujesz, bardziej słuchasz. Bo głowa też się męczy. Głowa też potrzebuje ruchu. I – tak jak ciało – potrafi się wzmocnić. Wystarczy tylko dać jej szansę.


Więcej tekstów o treningach i startach znajdziesz sekcji Nordic Walking na basztabytow.pl

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Czytaj także: