174 treningi, 29 484 kilometry i 770 zestawów ćwiczeń!

Nie oszukujmy się – normalny człowiek raczej by tego nie liczył. Przychodzi na trening, rusza się, wraca trochę zmęczony i zadowolony. I to w zupełności wystarczy. Ale skoro przez ponad dwa lata nazbierało się sporo danych, a ktoś jednak usiadł i policzył wszystko do końca… to rzućmy na te liczby okiem. Tym bardziej, że gdy doszedłem do końca, sam się trochę zaskoczyłem.

Od września 2023 do stycznia 2026 sekcja Nordic Walking Baszty Bytów przepracowała solidny kawał czasu. W tle pojawiały się starty, wydarzenia i – ostatnio – duże przygotowania do Pucharu Polski. Warto jednak mocno podkreślić jedno: nadrzędną działalnością Baszty były i są niedzielne, otwarte treningi. To one budują zdrowie, formę i drużynę.

Każdy trening to osobne mikrowydarzenie

W tym czasie przez nasze treningi przewinęło się około 160 osób. Dziś aktywnie trenuje z nami 50-60 osób. Jedni zostali na stałe, inni wybrali inną drogę, ktoś wpada rzadziej, a ktoś uznał, że to jednak nie dla niego. I to jest zupełnie normalne – w końcu nie wszyscy lubią pomidorówkę.

W liczbach wygląda to tak: zrealizowaliśmy 174 otwarte treningi, z czego 132 w niedziele i 42 w tygodniu (wtorki i środy). Niedziela to u nas rytuał i wspólne „święto ruchu”, a treningi tygodniowe są rozszerzeniem systemu – dla tych, którzy chcą krótszej jednostki albo potrzebują częstszego kontaktu z ruchem… albo po prostu nie mogą doczekać się kolejnej niedzieli – co, jak się okazuje, zdarza się częściej, niż mogłoby się wydawać.

Plan zamiast przypadku

Jesteśmy raczej klubem rekreacyjno-sportowym. Wyniki, podium i sportowe akcenty traktujemy jako pozytywny skutek uboczny – miły bonus, ale nie cel sam w sobie. Jedno jest jednak pewne: jakiś plan musi być. Jakiś punkt odniesienia też musi być. I co równie ważne, musi być radość ze wspólnego spotkania.

Plan treningowy układany jest zgodnie ze sztuką: w cyklach i mikrocyklach, ze stopniowaniem obciążeń. Na wykresie wychodzi z tego sinusoida, bo forma nie bierze się z codziennego dociskania, tylko z rozsądnego przeplatania bodźca i regeneracji. Forma była układana pod konkretne miesiące startowe i to działało.

Choć treningi mogą wydawać się podobne do siebie – a czasami po prostu takie są – są to treningi świadome. Każda jednostka ma swój cel: fizyczny i mentalny. Czy zawsze udało się zrealizować założenia w 100%? Nie. I to też jest część treningu. Czasem trzeba dostosować się do pogody, nastroju grupy, zmęczenia, a czasem po prostu do tego, że życie przyszło z boku i trzeba odpuścić. Najważniejsze, że trzymamy kierunek, a plan jest drogowskazem – nie kajdanami.

Podział intensywności wygląda następująco: 14 treningów czerwonych (najcięższych), 38 pomarańczowych, 75 żółtych i 47 zielonych (najsłabszych). Dominacja żółtych i zielonych nie jest przypadkiem. U nas nie ma presji ani rygoru obecności. Od początku założyłem, że nie wolno ludzi zamęczyć. Każdy ma swoje życie, rodzinę, pracę i priorytety. Rolą trenera jest prowadzić i motywować, ale też pilnować, by ruch był lekarstwem, a nie karą.

W treningach tygodniowych mocno postawiliśmy na pracę z seniorami – choć nie tylko. To krótsze jednostki, często realizowane przy jupiterach na stadionie. To właśnie tam odbywa się wiele treningów zielonych. Część seniorów nie chodzi w niedziele, część już dołącza, inni pracują w swoim rytmie. I tu wraca prawda najprostsza: nie wiek stanowi o sile, tylko trening.

Liczby, które mają twarz

Jeśli ktoś zapyta, czy my tylko „chodzimy z kijkami”, odpowiedź jest prosta: my trenujemy. I mamy na to twarde dane. W analizowanym okresie wykonaliśmy łącznie 770 elementów treningowych: 234 stacje ćwiczeń, 60 tabat, 78 fartleków, 27 interwałów, 23 sprinty oraz – obowiązkowo – 174 rozgrzewki i 174 sesje stretchingu.
Każda stacja ćwiczeń to zresztą coś więcej niż zadanie do wykonania. To w pewnym sensie rytuał: spotkanie, rozgrzewka, ćwiczenia, śmiech, zakończenie, wyciszenie… czasem żarcik. Ten rytm buduje poczucie bezpieczeństwa, przewidywalności i wspólnoty. A wspólnota w sporcie rekreacyjnym bywa ważniejsza niż tempo.

Łącznie zrobiliśmy 1396,6 km treningu grupowego – dystans, który zaprowadziłby nas w głąb Finlandii, do miejsca narodzin Nordic Walkingu. Średnia frekwencja wyniosła 18,1 osoby. W niedziele było to 19,4, a w tygodniu 14,0. To dane wyłącznie z treningów grupowych – bez zajęć indywidualnych, które część osób realizuje dodatkowo.

Jeśli na kimś powyższe liczby nie zrobiły wrażenia, to 3144 treningowe osobostarty – czyli suma wszystkich obecności – potrafią już zatrzymać na chwilę. A jeśli i to komuś wydaje się „tylko liczbą”, to wystarczy dodać jeszcze jedno: zliczając kilometry przechodzone przez wszystkich uczestników, wychodzi 29 484 km.
I to już naprawdę musi zaskakiwać.

Najczęściej trenowaliśmy w czterech miejscach: Mądrzechowo (37 treningów), Dąbie (21), Góra Siemierzycka (17) oraz stadion (16).

Sekcja Nordic Walking Baszty Bytów powstała od zera. Na początku nie było gotowej struktury, nie było trenera, zawodników ani wypracowanej formy… Rozwijałem swój warsztat razem z ludźmi. Uczestnicy dali przestrzeń i zaufali, a ja, jak tylko potrafiłem trzymałem to w ryzach organizacyjnych. Dziś widać, że ten mechanizm działa.

I właśnie dlatego te liczby są czymś więcej niż statystyką. Są historią pracy, spotkań i wspólnego ruchu.


Czytaj także: