Narodziny i obserwacja. Nauka i wzrost. Zdolności organizacyjne. Sukces i dojrzewanie. Tak można w kilku słowach opisać drogę, którą w ciągu niespełna trzech lat przeszła sekcja Nordic Walking MLKS Baszta Bytów. Nie są to okresy zamknięte w konkretnych datach. Przenikały się, uzupełniały i często jeden zaczynał się, zanim zakończył się poprzedni. Dzisiaj jednak najważniejszy jest dla nas ten ostatni. Bo właśnie teraz zmienia się nie tyle sama drużyna, ile sposób, w jaki chcemy nią kierować i rozwijać ją w kolejnych latach. Kiedy powstawała nowa sekcja, trzeba było podejmować szybkie decyzje, obserwować, co działa, uczyć się ludzi i samemu popełniać błędy. Choć widząc dzisiaj naszą grupę, wierzę, że tych błędów było niewiele.
Później przyszła nauka i wzrost. Zaczęliśmy coraz lepiej rozumieć siebie jako drużynę. Przetrwaliśmy okresy, które bywają szczególnie trudne dla młodych grup – zimę i czas świąteczny, a następnie pierwsze wakacje. Pierwsze starty przyszły dopiero po dziewięciu miesiącach naszego działania. Zanim więc pojawiły się wyniki, medale i puchary, musiała powstać drużyna, która po prostu chciała być razem. Z czasem przekonaliśmy się również, że potrafimy organizować coraz większe przedsięwzięcia, wyjazdy i zawody. Pojawiły się sukcesy sportowe, rosła liczba zawodników, treningów, startów i nowych wyzwań. I właśnie sukces postawił przed nami kolejne zadanie.
Czas dojrzeć
Baszta jest dziś liczną drużyną. Przy takiej liczbie osób, wydarzeń, treningów, wyjazdów i planów coraz trudniej jednej osobie wszystko dostrzec, wszystkiego dopilnować i o wszystkim decydować. Ale nie chodzi wyłącznie o liczbę obowiązków.
Sam również musiałem dojrzeć do myśli, że klub nie może opierać się na decyzjach jednego człowieka.
Pewnie na początku tak być musiało. Kiedy coś dopiero powstaje, ktoś musi wyznaczyć kierunek, podejmować decyzje i brać za nie odpowiedzialność. Dzisiaj tak być już nie może. Byłoby to zwyczajnie nieuczciwe wobec ludzi, którzy przez te lata razem ze mną budowali tę drużynę, zdobywali doświadczenie i wielokrotnie pokazywali, że można na nich polegać.
Ta ekipa dała mi ogromną przestrzeń do realizowania się jako trener i działacz. Nie zamierzam z tych ról rezygnować, ale chcę się nimi dzielić. Wiecie co? Ogromną frajdę daje obserwowanie, jak zawodnicy się rozwijają, poprawiają swoje wyniki, stają na podium albo po prostu stają się sprawniejsi i zdrowsi. Niech inni też tego doświadczą. Dlatego obecny etap uważam za jeden z najważniejszych w naszej krótkiej historii. Trochę tak, jakby Baszta właśnie wychodziła z inkubatora. Nadal chcemy się rozwijać i uczyć, ale jesteśmy już gotowi, aby szerzej dzielić się odpowiedzialnością.
Rada Drużyny
Pierwszym krokiem było powołanie Rady Drużyny. W jej skład weszli Danuta Romańak, Barbara Badowska-Stefańska oraz Oleksii Kuzhylnyi. Wybór całej trójki był jednogłośny. To najlepsze potwierdzenie ogromnego kredytu zaufania, jakim cieszą się w naszej ekipie. Rada nie ma być ozdobnikiem ani kolejnym formalnym ciałem. Ma być miejscem rozmowy o drużynie, jej potrzebach, problemach i kierunkach rozwoju. Chcemy korzystać z różnych doświadczeń i punktów widzenia, a decyzje dotyczące przyszłości sekcji podejmować coraz szerzej. To również ważny sygnał dla mnie samego. Nie muszę i nie powinienem mieć odpowiedzi na każde pytanie. Czasem ktoś zobaczy coś, czego ja nie dostrzegę. Czasem będzie miał lepszy pomysł. A czasem zwyczajnie powie: „Bogdan, tym razem nie masz racji”. I bardzo dobrze. Na tym również polega dojrzewanie.
Budujemy sztab szkoleniowy
Drugą decyzją, do której również dojrzewałem, było wskazanie osób, które będą rozwijały się w kierunku pracy szkoleniowej. Od kilku miesięcy podczas treningów wspiera mnie Katarzyna Lemanczyk, prowadząc m.in. stretching. Naturalną koleją rzeczy jest więc skierowanie jej na kurs instruktorski. Drugą osobą, na którą postawiłem, jest Alicja Krawczyk. Po ukończeniu przez obie szkolenia chcemy zrobić następny krok i stworzyć sztab szkoleniowy Nordic Walking Baszty Bytów. A może ktoś jeszcze?
I dodam coś, czego im jeszcze nie mówiłem: na kursie instruktorskim się nie zatrzymamy. Kolejnym etapem będzie zaliczanie modułów kursów trenerskich NWPL. Przez lata działalności w piłce nożnej miałem okazję obserwować, jak funkcjonują rozwinięte kluby. Trener nie był w nich człowiekiem od wszystkiego. Otaczał go sztab, w którym poszczególne osoby odpowiadały za przygotowanie motoryczne, pracę z bramkarzami, taktykę czy inne elementy szkolenia. Każdy miał swoją specjalizację, ale wszyscy pracowali na jeden wynik.
Zastanawiałem się, czy podobny sposób myślenia można przenieść na grunt Nordic Walking.
Konsultowałem ten pomysł z Nordic Walking Poland i spotkał się on z bardzo pozytywnym odbiorem. To utwierdziło mnie w przekonaniu, że idziemy w dobrym kierunku. Oczywiście Nordic Walking to inna dyscyplina i zupełnie inna skala, ale sama idea jest mi bardzo bliska.
Nie potrzebujemy kilku takich samych Bogdanów. Potrzebujemy ludzi, którzy będą się uzupełniać. Chcę, żeby sztab dał tej drużynie to, czego ja sam – nawet przy najlepszych chęciach – dać jej nie mogę. Inne spojrzenie, inne doświadczenia, różne specjalizacje, więcej uwagi poświęconej pojedynczemu zawodnikowi.
Kiedy na treningu pojawia się kilkadziesiąt osób, nie da się być przy każdym, a przecież każdy zasługuje na jakość.
Bez względu na to, czy walczy o podium, poprawienie życiówki, lepszą technikę, czy po prostu chce być sprawniejszy i zdrowszy.
Chciałbym, aby każde z nas miało wspólną bazę wiedzy i potrafiło samodzielnie pracować z grupą, a z czasem rozwijało się również we własnej specjalizacji. Trening to przecież nie tylko technika i przygotowanie fizyczne. To także motywacja, koncentracja, pewność siebie, radzenie sobie z porażką czy presją startową. Tu pojawia się choćby przestrzeń dla psychologii sportu. Ktoś może pójść mocniej w przygotowanie motoryczne, ktoś w technikę, ktoś w jeszcze inną stronę. Każde z nas może wnieść coś swojego. I właśnie o to chodzi – żebyśmy razem mogli dać zawodnikom więcej, niż którekolwiek z nas byłoby w stanie dać im samodzielnie.
Nie oznacza to, że zamierzamy teraz wszystko wywracać do góry nogami. Nasze spojrzenie na Nordic Walking, sposób stawiania celów, taktykę startową czy wiele elementów szkolenia mamy już wypracowane i nie ma sensu zmieniać czegoś tylko dla samej zmiany. Tym bardziej, że ten model po prostu działa. Najlepszym dowodem jest fakt, że dzisiaj jesteśmy liderem Polskiej Ligi Nordic Walking. Tyle że sukces może być zarówno nagrodą, jak i pułapką. Najgorsze, co moglibyśmy teraz zrobić, to uznać, że skoro jesteśmy na pierwszym miejscu, wszystko już wiemy i niczego więcej nie potrzebujemy. Nie chcemy zadowolić się jednym udanym sezonem. Chcemy patrzeć dalej – zastanawiać się, czego będziemy potrzebowali za rok, dwa czy trzy lata i rozwijać się, zanim pojawi się konieczność zmian. Nie budujemy więc wszystkiego od nowa. Budujemy dalej na tym, co już działa.
Coraz bardziej „my”
Nie zmieniamy tego, co działa. Robimy kolejny krok. Chcemy szerzej dzielić się wiedzą, zadaniami i odpowiedzialnością, bo właśnie tak rozumiemy dojrzewanie drużyny. Narodziny i obserwacja nauczyły nas patrzeć. Nauka i wzrost – działać. Zdolności organizacyjne – brać odpowiedzialność. Sukces – dzielić się nią z innymi.
Wychodzimy z inkubatora. Idziemy dalej.
